Portal - Piwniczna - Zdrój
Strona główna / KONKURSY
Poniedziałek - 3 sierpnia 2020 Augustyna, Kamelii, Lidii     
ZAKOŃCZENIE ROKU SZKOLNEGO 2019/2020
RODO
PROCEDURY I ZARZĄDZENIA
EGZAMIN ÓSMOKLASISTY
ZDALNE NAUCZANIE
CZAS PANDEMII
Dyrekcja Szkoły Podstawowej
Grono Pedagogiczne
Statut Szkoły
Oddział Przedszkolny
Samorząd Uczniowski
Lektury na zajęciach
Z kart historii
O patronie
Wydarzenia
REKRUTACJA DO PRZEDSZKOLA I KLASY I 2020/2021
Rada Rodziców
Podział godzin
Kalendarz 2019/2020
Wykaz programów nauczania
Wykaz podręczników
Wymagania edukacyjne
WCZESNE WYKRYWANIE WAD WZROKU I SŁUCHU
Odblaskowa Szkoła
Biblioteka
ZHP
SKO
MAITRI
Projekt: Innowacyjne Rozwiązania Cyfrowe w klasie I
Świetlica profil.-wych.
KONKURSY
Galeria
Prace plastyczne
Kontrola rodzicielska
Pomocne strony
Szkoła na wesoło
Strony dla nas
Linki
Prosimy o wpis
polski
WYNIKI KONKURSÓW

[ Kto Ty Jesteś? ]Konkurs SKARBONKA  ]

Wyniki XXV Starosądeckiego Konkursu Młodych Wokalistów

Jesteśmy mile zaskoczeni ilością zgłoszeń na tegoroczny XXV Starosądecki Konkurs Młodych Wokalistów po patronatem Starosty Nowosądeckiego Marka Kwiatkowskiego. 

Pomimo obecnej sytuacji, otrzymaliśmy 152 filmy z występami młodych wokalistów, co z materiałem z Eliminacji w Muszynie dało nam 205 uczestników konkursu.

Po burzliwych obradach Jury podjęło decyzję, choć poziom był jak zwykle wysoki i niezmiernie wyrównany.

Laureatom konkursu gratulujemy.

Plik do pobrania:

Wyniki Konkursu Wokalistów.pdf 

 



WYNIKI KONKURSU LITERACKIEGO pt. "Literackie wspomnienia z historii Szkoły w Łomnicy Zdroju"

ex aequo 1. Marcin Bołoz kl.VIa i Małgorzata Fiedor kl. V

2. Piotr Cięciwa kl.VIa

3. Maria Polańska kl.VIb

Wyróżnienia: Karolina Toczek kl.VIb

Emilia Fiedor kl. VIb

Marcjanna Wnęk kl. VIb

Wiktoria Jarzębak kl. VIb

Barbara Gumulak kl. VIb

Kacper Gumulak kl. VIa

Igor Żywczak kl. VIa

Patrycja Kościewicz kl. VIa

Beata Gumulak kl. VII

 

NAGRODZONE TEKSTY

 

WSPOMNIENIA MOJEJ RODZINY O SZKOLE PODSTAWOWEJ

W ŁOMNICY ZDROJU

 

            Szkoła to miejsce, w którym każdy z nas spędził ważną część swojego życia. Zwłaszcza szkoła podstawowa budzi dobre wspomnienia. Wracając pamięcią do tych lat, wydobywamy z jej zakamarków pierwszy dzień w szkolnych murach, twarze nauczycieli, koleżanek i kolegów, dźwięk wzywającego na lekcje dzwonka...

            Moi dziadkowie i rodzice bardzo często opowiadają jak wyglądała nauka, gdy oni uczęszczali do szkoły. Najstarsze wspomnienia dotyczą mojego prapradziadka Wojciecha Fiedora. Był on wójtem Łomnicy, kiedy budowana była szkoła. Było to około 1896 roku. To na jego barkach spoczywał obowiązek mobilizowania mieszkańców i robotników, aby powstał nowy budynek. Dziadek Józek (jego wnuk) opowiada, że musiał on nawet sprzedać 2 krowy, co było wtedy bardzo cenne, aby wypłacić robotników.

            Przed II Wojną Światową nie było jeszcze obowiązku szkolnego. Nie wszystkie dzieci chodziły do szkoły, najczęściej z powodu zaniedbania lub biedy. Jednakże w mojej rodzinie nie było analfabetów. Dziadkowie opowiadają, że ich rodzice a moi pradziadkowie również uczęszczali do szkoły. Nauka wtedy trwała średnio 2-3 lata, w tym czasie dzieci nauczyły się czytać i pisać. Bywało również tak, że dzieci chodziły do szkoły tylko 1 rok lub w ogóle nie chodziły, a czytać i pisać nauczyły się w domu od innych. Wspomnieć tutaj należy też  mojego pradziadka Floriana, który podczas pobytu na wojnie stacjonował na Węgrzech i właśnie tam nauczył się czytać i pisać po polsku i po węgiersku. Po powrocie do domu uczył również swoje dzieci. Mama wspomina także swoją babcię Marysię, która bardzo lubiła czytać książki. Podobno ona w swej młodości również pomagała innym w  zdobywaniu wiedzy.

            Dziadkowie uczęszczali do szkoły już po II Wojnie Światowej. Był wtedy obowiązek ukończenia 7-klasowej szkoły podstawowej, nie dłużej jednak niż do 16 roku życia. Zgodnie oni wspominają, że niektórzy uczniowie musieli powtarzać te same klasy nawet po kilka razy. Spowodowane to było między innymi tym, że dzieci wówczas nie miały dużo czasu na naukę, bo po powrocie ze szkoły musiały pomagać rodzicom w polu i na gospodarstwie. Tak samo jak  dziadek Jasiek mówi,  nie zawsze te dzieci miały się w co ubrać do szkoły. Najczęściej brakowało butów, latem chodzili boso lub w zdartych,  natomiast zimą niestety już bez ciepłych ubrań i butów nie było szans by iść na lekcje.

Przedmioty w tamtym czasie były prawie takie same jak dziś, z wyjątkiem języków obcych i zajęć komputerowych, o których wtedy jeszcze nie było mowy. Babcia wspomina lekcje z wychowania fizycznego, które odbywały się obok szkoły, a ponieważ było tam mało miejsca, to niejednokrotnie ktoś wybił piłką szybę. Dyrektorem szkoły był wtedy Władysław Ropelewicz, a pod koniec edukacji dziadków do szkoły przybyli państwo Gromalowie i to właśnie pan Józef Gromala objął stanowisko dyrektorskie. Później do grona nauczycieli ówczesnej szkoły dołączyli pan Andrzej Szabla i pan Jerzy Styrna.

            Kolejne wspomnienia dotyczą moich rodziców. Dyrektorem szkoły była wtedy pani Ksawera Gromala. Tata uczęszczał jeszcze do starej szkoły, ale niektóre zajęcia miał także w innych budynkach, które szkoła wynajmowała, gdyż uczniów z każdym rokiem przybywało i nie mogli się pomieścić w jednym miejscu. Opowiada on, że chyba w najgorszym stanie był budynek starej straży pożarnej. Było tam bardzo zimno, nawet wiatr hulał między deskami. Wspomina, że również w głównym budynku szkolnym były ciężkie warunki. Zimą było tak zimno, że dzieci siedziały w ławkach ubrane w kurtki i czapki, a pani nauczycielka cała skostniała z zimna stała przy piecu kaflowym prowadząc zajęcia. Oczywiście lekcje wychowania fizycznego odbywały się nadal na zewnątrz. Często były prowadzone na boisku na Nawsiu. Tam też odbywały się zawody sportowe organizowane przez szkołę. Gromadziły one wtedy wszystkich uczniów szkoły w jednym miejscu. Na lekcje religii uczniowie musieli przechodzić do salki katechetycznej przy kościele.

Mama naukę rozpoczynała w budynku szkolnym naprzeciw cmentarza po drugiej stronie potoku Łomniczanka. Chodziła tam do klasy 0 oraz pół roku do klasy I, bo później z powodu warunków panujących w sali, gdzie miała zajęcia, jej klasa została przeniesiona do starej szkoły. Wielkim minusem rozsianych budynków szkolnych było niemożność poznania się wszystkich dzieci.

            W tym czasie z inicjatywy i wielkich starań pani Gromali zaczęto budowę nowej szkoły. Pierwsze rozpoczęcie roku szkolnego już w nowym budynku było wielkim przeżyciem dla wszystkich, szczególnie może dla dzieci. Nie mogły się one nadziwić jak wielka i piękna jest ich szkoła, wyposażona w nowe ławki, tablice, pomoce naukowe. Nareszcie było ciepło sucho i przestronnie. Największą dumą uczniów była chyba jednak sala gimnastyczna.

            Pierwszym bardzo ważnym wydarzeniem w życiu nowej szkoły były uroczystości związane z jej poświęceniem  i nadaniem jej imienia 9 Kompanii 3 Batalionu 1 Pułku Strzelców Podhalańskich Armii Krajowej. Mama wspomina, że w uroczystości tej brało udział wiele osób, były salwy honorowe, które dzieci mogły oglądać po raz pierwszy w życiu na żywo. Honorowymi gośćmi były osoby z oddziału 'Tatara'. Na pamiątkę tego wydarzenia tradycją stało się obchodzenie święta patrona szkoły, na które zawsze przybywali zaproszeni partyzanci, niestety z każdym rokiem grupa tych osób malała. Dla mamy udział w tych uroczystościach był zawsze wielkim przeżyciem. Wspólne spotkanie z bohaterami, którzy walczyli o naszą wolność, możliwość ich poznania i porozmawiania z nimi, to był wielki zaszczyt.

 

            Czym byłaby szkoła bez nauczycieli, zwłaszcza takich z powołania, całym sercem oddanych swojej pracy. W historii naszej szkoły było ich bardzo wielu. Wszyscy zgodnie mówią, że najwięcej naszej edukacji wniosła pani Ksawera Gromala. To przecież dzięki niej mamy dzisiaj taką szkołę. Pani dyrektor uczyła również języka polskiego, a także prowadziła bibliotekę. Moi bliscy wspominają ją jako osobę  bardzo miłą i życzliwa. To właśnie ona zapoczątkowała wyjazdy starszych klas nad Morze Bałtyckie.

Małżonek pani Gromali, pan Józef, jest często wspominany przez moich dziadków i rodziców. Był nauczycielem matematyki, który chociaż trochę surowy, bardzo dobrze umiał wytłumaczyć matematykę. Pośród uczniów był nazywany ' staruszkiem'.

Rodzice miło wspominają pana Andrzeja Szablę, który wprowadzał ich w tajniki chemii i fizyki na lekcjach, które prowadził. Był bardzo wymagającym nauczycielem, niełatwo było go oszukać, nie odrabiając zadania domowego, tylko odpisując od kolegów, bo jak twierdził po zapachu atramentu i konsystencji i tak pozna, kiedy zadanie było napisane.  Lekcje tłumaczył często nie książkowo,  ale na przykładach z życia, często bardzo zabawnych.

Również wysoki poziom nauczania panował na lekcjach techniki u pana Zbigniewa Janeczka. Tak jak on nauczyć pisma technicznego to nikt nie potrafił. Wielu jego uczniów brało udział w olimpiadach i konkursach technicznych, zajmując miejsca w czołówce. Pan Zbyszek w następnych latach uczył także innych przedmiotów jak fizyka czy informatyka. To on pierwszy uczył w szkole informatyki. Mama wspomina, że właśnie on po raz pierwszy pokazał im budowę komputera. Pan Janeczek znany jest również wszystkim jako kierownik różnych wycieczek i obozów, które organizował dla dzieci.

Było lub nadal jest jeszcze wielu nauczycieli w naszej szkole, którzy przekazują wiedzę kilku pokoleniom. Wymienię tylko tych, którzy uczyli zarówno moich dziadków, rodziców i mnie.

Pan Jerzy Styrna nauczyciel muzyki, zapamiętany przez rodziców i dziadków na lekcjach z akordeonem.

Pani Wiesława Jojczyk, która naukę biologii zaczynała od budowy pantofelka.

Pani Bogusia Żytkowicz, która dba o dobrą kondycję w naszej rodzinie.

Panie Krystyna Panczykowska i Magdalena Kucaba, które uczą nas rachunków. Pani Magda jak wspomina mama zawsze organizowała ciekawe wycieczki górskie.

Pani Bogumiła Janeczek zawsze dbająca o naszą poprawną polszczyznę.

Również nasza pani dyrektor Bożena Maślanka była pierwszą wychowawczynią mojej mamy.

Tata również bardzo często wspomina swój udział w teatrzyku lalkowym, który prowadziła pani Ewa Korus. Mówi, że to była fajna przygoda, bo dzięki przedstawieniom, które grali w różnych miejscowościach, mogli zwiedzić trochę Polski. Chwali się również, że te ich przedstawienia odnosiły sukcesy.

Zarówno dziadkowie jak i rodzice twierdzą, że dawniej był zupełnie inny stosunek ucznia do nauczyciela. Uczniowie traktowali swoich nauczycieli z szacunkiem, słuchali go. Nauczyciel miał prawo stosować nawet kary cielesne. Niejednokrotnie ktoś został wytargany za uszy, gdy czegoś nie umiał lub dostał linijką po rękach, gdy coś źle w zeszycie napisał albo zrobił to brzydko.

            Kiedy z bratem robimy plakaty o ekologii, mama wspomina, że gdy ona chodziła do szkoły, to zamiast takich prac dzieci dostawały worki na śmieci i szły wraz z opiekunami sprzątać całą Łomnicę. Odbywało się to zawsze wiosną z okazji Dnia Ziemi. Widok tych wszystkich śmieci i ogrom zanieczyszczenia do dziś pozostał w jej pamięci.

            Rodzice jednogłośnie twierdzą, że gdy oni chodzili do szkoły, panowała większa więź między uczniami. Może było to spowodowane tym, że wtedy rodzice nie odprowadzali dzieci do szkoły, tym bardziej nie podwozili, bo mało kto miał wtedy samochód. Starsze rodzeństwo opiekowało się młodszymi. Do szkoły jak i w drodze powrotnej do domu dzieci szły przeważnie grupami. Jeżeli ktoś był nieobecny w szkole, to musiał potem iść do kolegów by odpisać lekcje. Dzisiaj natomiast, jak to mama mówi, uczniowie potrafią sobie w ciągu 5 min za pomocą telefonu przekazać informacje z całego dnia w szkole. Jeżeli jakieś dziecko było chore, to koledzy go odwiedzali. Gdy wujek złamał nogę i pół roku nie chodził do szkoły, to przez cały ten okres, prawie codziennie odwiedzali go koledzy w drodze ze szkoły. Babcia opowiada, że wtedy to szkoła przeniosła się do jego domu, bo każdego dnia byli u niego zarówno nauczyciele jak i uczniowie.

            W szkole jest teraz łatwiej. W dobie internetu szybko można zdobyć pomoce naukowe. Kiedyś trzeba było przeczytać wszystkie lektury, w tej chwili są to opisy, ściągi, gotowce. Również nauczyciele starają się przybliżyć wiedzę dzieciom na wiele sposobów. Posiadają teraz więcej materiałów edukacyjnych, więcej pomocy naukowych. Często organizują dla uczniów wycieczki krajoznawcze lub do kina czy teatru. Dawniej rodzice nie mieli czasu i wiedzy, aby dzieciom pomóc. Wtedy częściej bywało tak, że to dzieci pomagały rodzicom w domu i na gospodarstwie. Dzisiaj jest wręcz odwrotnie, to rodzice po pracy pomagają swoim pociechom przy odrabianiu zadania i w nauce.

            Czas tak szybko mija, wszystko bardzo szybko się zmienia. Ciekawi mnie jak za kilkadziesiąt lat będzie wyglądała edukacja w naszej szkole. Mam nadzieję, że kiedyś będę mogła przekazać te wspomnienia dalej, oczywiście dołączając do tego swoją historię. Oczyma wyobraźni już widzę te buzie, które jak ja teraz z wielkim zainteresowaniem i jednocześnie niedowierzaniem słuchają tego.

 

Malgorzata Fiedor

kl. V    

Historia mojej babci

Do Szkoły Podstawowej zaczęłam uczęszczać w 1967 roku. Do klasy pierwszej chodziłam do starej remizy strażackiej, która mieściła się w budynku pożydowskim koło obecnej szkoły. Był to stary, drewniany lokal z dwoma pomieszczeniami i klasami. Wodę do sprzątania  czerpaliśmy z rzeki. Sale ogrzewane były przez piec kaflowy. Klasa liczyła 22 osoby.

Do klasy trzeciej chodziłam już do budynku głównego. Była to też drewniana kwatera mieszcząca się koło drogi głównej i dwóch wodospadów. Liczyła pięć sal lekcyjnych, mały sekretariat i pokój nauczycielski. Moja szkoła bardzo dbała o uczniów, którzy pochodzili przeważnie z rodzin wielodzietnych i ubogich. Ja sama pochodzę z jedenastoosobowej rodziny. Żebym mogła pojechać na wycieczkę do Warszawy, to ja i mój brat Andrzej,  zbieraliśmy owoce dzikiej róży, którą suszyliśmy na strychu szkoły pod kontrolą pani dyrektor Ksawery Gromali. Na taką wycieczkę mógł zarobić każdy uczeń, który miał ochotę zbierać nie tylko róże, ale także podbiał, kwiat lipy czy perz. Na przerwach lekcyjnych wchodziliśmy na strych szkoły, żeby rozgarnywać i poruszać tym zebranym runem, by szybciej schło. Później przyjeżdżał samochód z Herbapolu, zabierał zioła i wypłacał pieniądze, które przeznaczone były na wycieczkę nad morze, czy do Warszawy. Również za te pieniądze zakupiliśmy pierwszy telewizor do szkoły marki Beryl.

W szkole tej nie było kranu z wodą czy toalety, a wychodki były na zewnątrz budynku, nie było również sali gimnastycznej. Wf odbywał się na Nawsiu albo zimą na korytarzu szkoły. Nie zmienialiśmy obuwia. Podłoga była z desek zapuszczana czarną ropą, która na początku bardzo śmierdziała.

Skończyłam Szkołę Podstawową z wyróżnieniem i zaczęłam naukę w Technikum Elektrycznym w Nowym Sączu. Po ukończeniu szkoły średniej rozpoczęłam pracę w szkole Podstawowej w Łomnicy Zdroju jako sekretarka. Szkoła mieściła się wtedy w kilku budynkach ze względu na dużą liczbę uczniów. Nauczyciele i młodzież przemieszczali się na przerwach do mieszkania na ,,Równi'', gdzie mieszkali nauczyciele, do starej remizy, kwatery prywatnej u Nikodema, domu wczasowego Łomniczanka i starego drewnianego lokalu koło ,,Halki''. Były to bardzo trudne warunki do nauki, pomimo to uczniowie brali liczny udział w konkursach. Powstały zespoły muzyczne. Szkoła bardzo dbała o swój wizerunek,  ponieważ zaczęły się starania o zatwierdzenie planów pod budowę nowej szkoły. Jakież to było wielkie marzenie dla uczniów i rodziców,  żeby powstała piękna, nowa szkoła. W czynie społecznym przygotowano plac pod budowę, wycięto krzaki i wyplantowano teren. W ciągu pięciu lat wybudowano szkołę. Podczas budowy dostarczano już meble i pomoce, które należało odebrać i przechować. Na polecenie pani Gromalowej -  dyrektorki szkoły, robiłam pomiary wydajności wody ze źródeł w lesie. Z tych rzek powstał wodociąg szkolny.

Otwarcie nowej szkoły dokonano w sierpniu 1990 roku.  Jakaż to była wielka radość w całej wsi. Piękna duża szkoła z wygodami na tamten czas bardzo dobrze wyposażona. Powstały również plany na basen i pijalnię koło szkoły, ale zabrakło funduszy na ich realizację. Osobą, która najbardziej zasłużyła się w szerzeniu oświaty w szkole w Łomnicy była pani Ksawera Gromala. Na względzie miała zawsze dobro uczniów i ich  rodziców. Bez konfliktów rozwiązywała wszystkie problemy, zawsze życzliwa dla ludzi. Poświęciła się całkowicie dla rozwoju szkolnictwa i wsi Łomnica Zdrój.

Piotr Cięciwa kl. VIa

© Wszelkie prawa zastrzezone     INTERAKTYWNA POLSKA
Webmaster: SK